OGŁOSZENIE 2010-10-01 22:06:12

Przeprowadziliśmy się.


O tutaj



skomentuj (0)

Dzieci zezwierzęciały, a kot się uczłowiecza 2010-09-25 21:54:32

Tak, mamy kota, jest z nami od dwóch tygodni, a już trudno sobie wyobrazić, że mogło by go nie być. Zadomowił się, stał się częścią stada, pokochaliśmy się nawzajem. O kocie i jego perypetiach będziecie mogli czytać na jego własnym blogu, a ja dzisiaj o alternatywnym placu zabaw.

Otóż kiedyś moja opiekunka do dzieci wróciła z nimi ze spaceru i powiedziała, że zamiast na normalny plac zabaw, poszli na psi wybieg, jak to określiła. Taki plac zabaw, ale dla psów. I że dzieci były zachwycone. Od dawna chciałam powtórzyć tą zabawę, ale jakoś ciągle nam się na Polach Mokotowskich skręcało szybko w stronę tego normalnego placyku, dzisiaj się w końcu udało pokierować wycieczkę w bok, na ten psi. I było rzeczywiście super, Tomek zapytał czy możemy zawsze tam chodzić, a Majka po prostu zdobywała wszystko, co było do zdobycia, po każdej pokonanej przeszkodzie rozkładając ręce i mówiąc triumfalnie: Łatwo było, udało się!


A więcej zdjęć z tego psiego placu zabaw jest na Picasie, kto wie, ten wie :)



skomentuj (3)

Medialna pomyłka 2010-09-23 19:41:44

Dzisiaj mój syn przyszedł ze szkoły i zeznał, że pani im opowiadała, że ja mu ugotowałam zupę z trujących grzybów i on się zatruł i był u lekarza bardzo chory. Zrobiłam wielkie oczy, jako że po pierwsze nie gotuję zup, po drugie jak już, to nie grzybowe, po trzecie nawet jak jemy grzyby, to nie Tomek, bo on nie lubi, po czwarte bardzo rzadko są w domu grzyby, po piąte jak są, to nietrujące... No ogólnie totalne WTF?
Dopytuję, dopytuję, on ubarwia opowieść malowniczymi detalami ("i mnie bardzo bolało"), wreszcie olśnienie. W mediach było ostatnio głośno o sześcioletnim Tomku, który zatruł się grzybem, podanym mu w potrawce przez rodziców i miał przeszczep wątroby, a potem kilka innych operacji. W klasie mojego Tomka dzieci teraz mają coś o "darach jesieni" i pewnie przy okazji mówienia o grzybach pani opowiedziała ku przestrodze historię o tym dziecku. A że mówiła ciągle o sześcioletnim Tomku, to się Młody poczuł :D



Tagi: tomek, dialogi
skomentuj (2)

Globalny problem 2010-09-17 20:26:03

Siedzę przy komputerze i pracuję. Wtem rozlega się dramatyczny okrzyk Młodego:
- MAMO! MAja się bawi siuśkami!
- Co...?
Odwracam się - faktycznie, Młoda stoi z mokrymi portkami i radośnie rozchlapuje ręką malowniczą kałużę pod jej stopami
- Aaaa, Maja, nie wolno - wołam i rzucam się do niej.
- No właśnie, Maja, nie wolno. Bo zalejesz siuskami cały kraj! - dobitnie mówi mój syn
Wyprowadzam Młodą do łazienki zgięta w pół ze śmiechu.



skomentuj (1)

Dzieci i zwierzęta 2010-09-04 20:09:14

Wczesnym rankiem Maja przybiega z kuchni i mówi:
- Buka, buka!
Harry otwiera jedno oko i mówi:
- W kuchni siedzi Buka? Anka, korzystaj! Rób mrożonki!
- Przecież mam zamrażarkę...
- Ale Buka lepsza!

***

Dialog Mai i Tomka:
-co lobis?
- wyrzuciłem kołatka za okno
- wyrzuciłeś? za okno? łatka?
- tak, wyrzuciłem, bo ty się boisz, prawda?
- tak
- no! więc wyrzuciłem!

***

Czekamy na dobranockę i w międzyczasie leci zapowiedź dziennika telewizyjnego. Mówią o tym, że obraz matki boskiej na Jasnej Górze dostał nową koszulkę ze złota i z zbudowanym kawałkiem rozbitego pod Smoleńskiem Tupolewa.
Tomek: Złota?? Złota? Ale klawo!

***

Oczywiście mówiąc Buka, Maja miała na myśli "bułka". Młoda albowiem bardzo się rozgadała, natomiast ma problemy z wymową, czasem Tomek jest tłumaczem, czasem żadne z nas nie rozumie co ona mówi. Stąd może maniakalna seria pytań Majki: "co lobis?" i "co to jest?", nawet jak wie, to chce usłyszeć to słowo z ust dorosłego, żeby się nauczyć mówić je poprawnie. A poza tym poszła do nowego przedszkola, trochę ma tam problem z załatwianiem się na czas, więc na ogół odbieram ją w innych ciuchach i z siateczką z mokrymi, ale chyba panna ogólnie zadowolona. Odbieram, pędzi do mnie i już w drzwiach sali mówi, "tu byłem", "spałem", itd. Tak, forma męska, gdyż Maja ma ostatnio kryzys tożsamości czy coś i po pierwsze mówi osobie raz w rodzaju żeńskim, raz męskim, po drugie często też stwierdza, że ona nie jest Mają, ale, dajmy na to pieskiem. Wydaje wtedy paszczą odgłos: "whoof, whoof!", porusza się na czworakach i dyszy wystawiając jęzor. Za chwilę stwierdza że nie jest już pieskiem, że jest "totkiem". Albo kołatkiem. Albo robalem. Albo potworem ;-)



skomentuj (0)

Dwa ślimaki-łobuziaki 2010-08-26 23:49:05



I wersja w realu:



skomentuj (0)

Konsekwencja, konsekwencja, konsekwencja 2010-08-18 15:19:27

Córka niedawno nabrała denerwującego zwyczaju. Prosi o coś do jedzenia, ba, domaga się głośno i po wielokroć.
- Serek, serek, chce serek!!
Dostaje serek, zanurza w nim łyżkę... miesza sobie serek, wyciąga łyżkę, ogląda, ogląda własną stopę, drapie się w głowę, wstaje, odchodzi... A serek nieruszony, ani łyżeczki nie zjadła.
Powtarzało się to często, z różnymi rzeczami, postanowiłam oduczyć. Pierwszego dnia Maja usłyszała że nie dostanie nic do jedzenia, dopóki nie zje śniadania, czyli miseczki płatków na mleku, których wcześniej się domagała wielkim krzykiem. Wzruszyła ramionami i nie przejęła się. Potem trochę zgłodniała, to żebrała o "napki" (kanapki). Płatków odmówiła. Na obiad zrobiłam pieczone kurze skrzydełka z ziemniaczkami (czyli coś, co oboje dzieci bardzo lubią). Maja siedziała i jęczała że chce kulczaka i mniaki, ale płatków twardo odmawiała. Jak nie patrzyliśmy próbowała ukraść trochę ziemniaków z talerza Tomka, ale udaremniliśmy. Pod wieczór była już bardzo głodna, śpiąca i wyczerpana (chociaż wodę do picia dostawała, owszem, w ilościach w jakich chciała). Ale płatków twardo odmawiała. Wreszcie około 18.00, po całym dniu postu zdecydowała się zjeść te rozciapciane w mleku płatki. Dostała potem odłożone dla niej skrzydełko, ziemniaczki, dostała kakao i poszła spać. A my pogratulowaliśmy sobie zwycięstwa woli.
Parę dni spokoju i sytuacja się powtórzyła, tym razem z serkiem. Identyczne postępowanie... i serek został zjedzony o 14.00.
Dodam, że wszystkie te rzeczy, które Maja chce, a potem nie zjada bez przymusu, to coś, co od dawna je, lubi i nigdy nie miała żadnego problemu, jej odmawianie zjadania to normalne marudzenie/walka o postawienie na swoim/próba sił, itd. Bunt dwulatka w rozkwicie. Ale ja się nie dam, ja tu rządzę :)



skomentuj (3)

Problemik rodzeństwa 2010-08-06 22:02:34

Oto jedno ma fazę: nie chcę się kąpać w pianie, a drugie bez wody z płynem do kąpieli nie chce wejść do wanny na wieczorną kąpiel. No i co ja mam zrobić? Kąpać jedno po drugim? Bez sensu zupełnie :P



skomentuj (1)

lato, lato, LATO! 2010-07-10 17:02:16

Straszne upały. Na szczęście mamy lodówkę zamrażalnik, 4 pojemniki na lód i duże zielone tereny tuż koło domu. Tak więc codziennie, gdy ja już skończę pracować z domu, a w weekendy rano, idziemy na Pola Mokotowskie. Droga tam zajmuje nam 5 minut, bierzemy wodę, zabawki do piasku, inne zabawki, po drodze kupujemy sobie lody. Idziemy polami, mijamy fontannę wypełnioną psami, dziećmi i zabawkami plażowymi w rodzaju nadmuchiwanego delfina, z obramowaniem z dziesiątków kobiet opalających się na raczka w bieliźnianych stanikach. Gdyby nie nierówny bruk, po którym prowadzę wózek z Mają, zamykałabym oczy, przechodząc obok, bo mnie boli w estetykę (czy te panie nie znają takiego wynalazku, jak kostiumy plażowe?!)
Niemniej, mijamy to wszystko i idziemy na plac zabaw ocieniony w 3/4. Tam ja zalegam na ławce, a młodzież rozbiega się oddając się swoim zajęciom. Dzisiaj było to jak zwykle budowanie skomplikowanych gór z piasku (oboje), a dodatkowo huśtanie pluszowego Cthulhu na huśtawce (Maja), pokazywanie koledze z piaskownicy jak się tańczy macarenę (Tomek), i inne równie beztroskie zabawy dzieciństwa. Cthulhu oczywiście wywołał na placyku dziwne reakcje, gdy Tomek wpadł do piaskownicy machając nim i mówiąc do niego, matki spojrzały się na TO COŚ... na Tomka... na mnie... i już było jasne, że ta rodzina jest jakaś DZIWNA. No bo co to jest? Ani to miś, ani Barbie, jakiś dziwny zielony stwór z mackami na ryju i skrzydłami. Taki, o

No i tak spędzamy czas na polach, a jak nam się skończy woda, to wracamy do chłodnego mieszkania (latem kocham te okna wychodzące na północ), gdzie mamy prysznic, ice tea i danonkowe lody. Dobrze jest.



Tagi: tomek, lato, maja
skomentuj (0)

Jak oni rosną... 2010-06-07 23:20:31

Jutro mój syn ma przedstawienie i zakończenie roku w przedszkolu. To nie ostateczny koniec przedszkola, bo zajęcia są do końca czerwca, ale impreza jest wcześniej, żeby na pewno wszystkie dzieci były. I nie byłoby to nic takiego, gdyby nie to, że od września Tomek idzie do pierwszej klasy, będzie już uczniem i nigdy już nie będzie przedszkolakiem. Także to ostatnie przedszkolne przedstawienie mojego syna. Chlip. Chlip, chlip.
Parę dni temu minęła szósta rocznica dnia, kiedy to lekarze wyjęli ze mnie takiego małego, gołego stworka, a teraz ten stworek nosi 31 rozmiar butów, waży tyle, że prawie nie mogę go podnieść, biega szybciej ode mnie, a za niecałe 3 miesiące będzie chodził do szkoły. Rzadko się rozklejam pod hasłem "jak ten czas leci", ale teraz mam poczucie, że się kończy jakaś epoka w życiu mojego syna i mam gulę w gardle. Koniec przedszkola. Pomyśleć tylko. Chlip.


                                                                              (foto: Noeel)



skomentuj (0)

Dzień Matki 2010-05-26 19:50:13

Otóż wchodzisz do pokoju, gdzie stoją sobie cztery takie małe stworki. Wpatrujesz się w tego jednego, on się odwraca czując Twój wzrok, wydaje z siebie zaaferowany pisk i radosny okrzyk "MAMA!", zwraca ku Tobie całe ciało i biegnie, biegnie ile sił w tych małych nóżkach, wpada ci w objęcia z taką siła, że jakbyś nie była na to naszykowana, nie kucnęła i nie wychyliła się trochę do przodu, to by cię przewrócił. I wtula się w ciebie mocno, przylega całym ciałem, serce przy sercu, twarz wtulona w twój dekolt, małe rączki obejmują silnie, zastygacie w takim uścisku. I na chwilę świat przestaje istnieć, jest tylko ten uścik, jest bezgraniczna ufność, radość i miłość Matki i Córki. Wszystko inne staje się nieważne. A nazywa się to banalnie: odbieranie dziecka z przedszkola ;-)
I dostałam takie - ciocia mnie zapewniła, że to Maja sypała brokat



skomentuj (2)

"Disco robaczki" czyli pełzająca nuda 2010-05-25 00:28:33

Poszłam na ten film z Tomkiem, z Lilarouge, Gutkiem, Karincomą i Jaxem i tylko dzięki temu, że byłyśmy tam razem nie było to nieudane wyjście. No i niby dzieciom się podobało, Tomek stwierdził, że bardzo fajny film, ale jakoś nie mówił o nim więcej po wyjściu z kina (a o takim dziele jak "Godzilla kontra Mechagodzilla" mówił dwa dni po obejrzeniu).
Robaczki są nudne, ciężkie, główny bohater zachowuje się jakby miał chorobę afektywną dwubiegunową, z dominacją fazy depresji, więc przez większość filmu zachowuje się jak emo - chodzi i płacze, że się do niczego nie nadaje, jaki to ciężki jego los, itd. Irrrrytujące jak cholera. Pomysł generalnie dobry - motyw jak z "Billy'ego Elliota" - każdy może spełniać swoje marzenia, nawet jeśli jest z grupy społecznej, w której to, co chce robić, jest nietypowe, ale realizacja fatalna. Miałam nadzieję przynajmniej na dobrą muzykę, ale niestety i to zawiodło, przeboje disco przerobione na potrzeby filmu mają tak mało wspólnego z oryginałem, że powodują bardziej niesmak niż nostalgię. Jedyny plus to praca tłumacza, postarał się wycisnąć z tego słabego filmu co się da, dzięki czemu jest kilka mrugnięć okiem do dorosłego widza, szczególnie raduje robaczek-metalowiec o ksywce Nerwal. Niemniej nie da się porównywać tego filmu do Shreka ani do żadnej innej klasyki.
Tempo akcji jest przez większość czasu dość rozwlekłe, a fabuła prosta... do czasu. Nagle mamy zwrot akcji i bardzo szybką scenę przekazywania łapówki, co wiele zmienia. Nie wiem, jak według autorów, rodzic ma wytłumaczyć 5,6-latkowi (bo ogólnie film jest na poziomie takiego dziecka) co to jest łapówka i jak działa. Mój syna na szczęście nie pytał, nie zauważył.
Podsumowując - jeśli absolutnie nie macie żadnej alternatywy, a dziecko bardzo chce do kina - można iść. Ale trzeba się nastawić na ciężkie 75 minut. Lepiej iść na coś innego albo na spacer.



skomentuj (0)

Jak w kościele 2010-05-17 18:50:40

Młoda jakaś marudząca, chodzi, popłakuje, kwęka. Ja coś sprzątam na regale, znajduję pudełeczko z jakąś biżuterią i tam 3 malutkie metalowe bransoletki, które sama nosiłam jako mała dziewczynka. Daję młodej, ona zachwycona, zakłada, ja biorę jej rękę i pokazuję, co się dzieje, jak nią potrząśnie.
- widzisz? jak ruszysz rączką, to dzwonią - mówię jej.
- tak, jak w kościele - dogaduje Tomek.

(nie bywamy zbyt często w kościele, niezbadane są skojarzenia syna)



skomentuj (5)

Dowcipniś 2010-05-07 18:35:01

To jest ciekawa zmiana w dziecku, jak zaczyna rozumieć co to znaczy żartować - na tyle, że sam żartuje. Tomek niedawno je kanapkę, czekamy na przyjście babci i dziadka. Dostaję smsa i czytam dzieciom: babcia z dziadkiem będą za 15 minut.
- O, to dobrze, to zdążę zjeść kanapkę - cieszy się Tomek
- Jak to, dlaczego? Że babcia z dziadkiem by ci zjedli?
- Tak
- Yyy, no co ty
- Żartowałem! - Tomek wybucha śmiechem

Niezbyt to może wyrafinowane, ale generalnie kojarzy już, że mówi się pewne rzeczy, które nie muszą być prawdziwe, ale mają być śmieszne.
Pewnie też za śmieszny dowcip uznał swoją zabawę dzisiejszą - w fryzjera.
- Mamo, mamo, obciąłem Mai włosy! - z takim komunikatem przybiegł
- CO?!
- No tak, bawiliśmy się w fryzjera i obciąłem. Nawet nie płakała!
- Yyyyy

Poszłam, sprawdziłam. Na stoliczku wielki kłąb włosów, córka zamiast rozwichrzonych loczków dookoła całej głowy ma gdzieniegdzie krótkie, a gdzieniegdzie długie, syn ma wycięte kilka kosmyków z przodu, tuż przy samej skórze. O mamo. Córce dokończyłam dzieło syna, bo to było jedyne sensowne wyjście, w tej sytuacji. A syna w przyspieszonym tempie zaprowadzę do fryzjera, fakt, że ostatnio nieco zarósł, ale... czy to właśnie spowodowało potrzebę tej zabawy?
A w ogóle to zostali sami na najwyżej 10 minut i mieli czytać nową gazetkę (tak, ten nieszczęsny magazyn świnki Peppy).
Tak więc, 25 kwietnia Młoda wyglądała tak:

A od 7 maja wygląda tak:





skomentuj (3)

Dobre rady zawsze w cenie, odc. 2 2010-04-27 21:37:40

Jeśli myślicie, że Tomek się zniechęcił do pomysłu wysłania mamy do nowej pracy zarobkowej, to się mylicie. Rozmawiałam wieczorem chwilę ze swoją mamą, opowiedziałam jej o tych gazetach, po czym, wyciągając dzieci z wanny, powiedziałam Tomkowi, że babcia kazała mu przekazać, że mama na pewno rozwożąc gazety na rowerze będzie zarabiać mniej, niż w swojej obecnej pracy (co i ja mu sygnalizowałam, ale mało stanowczo). Tomek niezrażony zaczął snuć wizję:
- Ale jakbyś rozwoziła dużo gazet i cały dzień jeździła...
- TOMASZ! Do łóżka! - huknęłam lekko już zirytowana.
- Jakbym jeździła cały dzień, to bym w ogóle nie miała czasu dla was - powiedziałam już spokojniej.
Młody z wysokości swojego łóżka kompletnie niespeszony kontynuował.
- Ale jak idziemy do przedszkola i ty potem do pracy, to mogłabyś jechać rowerem i po drodze rozdawać ludziom gazety i oni by ci płacili...
- Ludzie kupują gazety w kioskach - jęknęłam.
- Ale ty byś mogła mieć rower i przy nim takie coś i tam dużo gazet i...
- Tomek, spać!

...

Czy ktoś mi może powiedzieć, skąd w tym dziecku tak silna fascynacja rozwożeniem gazet na rowerze? I przekonanie, że w ten sposób zarabia się wielkie pieniądze? Kupię jak najszybciej ten %#!@# magazyn świnki Peppy, od którego się zaczęło, może przestanie truć.



skomentuj (1)

Czy ludzie są jadalni? 2010-04-27 18:37:31

"Jeść!"
Ten dramatyczny okrzyk syn
a rozlega się prawie natychmiast po powrocie do domu z przedszkola. Oczywiście wtedy, kiedy ja mam ochotę odsapnąć chwilę po pracy, zamiast od razu rzucać się w wir pracy domowej. Daję jeść, co robić, czasami tylko utyskuję przy tym: czy was w ogóle nie karmią w tym przedszkolu??
A dzisiaj mruknęłam:
- Zjedz Maję
- Nieeee... Nie zjem. Bo skóry się nie je!
- Jak to nie je? A jak piekę kurczaka, to kurczak też ma skórę i ją zjadasz?
Tomek pomyślał chwilę i przyznał mi rację, ale dodał:
- Ale skóry ludzi się nie je. W ogóle ludzi się nie je. Tylko potwory zjadają ludzi.

W sumie racja. Co to będzie, jak się kiedyś dowie o kanibalizmie ;-)



skomentuj (1)

Dobre rady zawsze w cenie 2010-04-27 17:48:08

Wracamy z Tomkiem z przedszkola. Przechodzimy koło kiosku, a tam czujne oko syna dostrzega ulubioną gazetkę.
- O, mamo, magazyn świnki Peppy! Kupmy, kupmy!
- Ale ja nie mam pieniędzy - Odpowiadam kategorycznie, bo w ułamku sekundy uświadamiam sobie, że to prawda, wydałam ostatnią gotówkę, a w tym kiosku kartą nie zapłacę. Nie mówiąc już o tym, że kropi deszcz, ja jestem zmęczona, chcę do domu - no ale brak pieniędzy to najlepszy argument.
- To musisz zarabiać - Odpowiada rezolutnie mój sześcioletni syn.
- Przecież zarabiam!
- No, ale musisz zarabiać więcej. Na przykład ludzie jeżdzą na rowerze i rzucają gazety. I ludzie im dają za to pieniądze.
- No super - Mamroczę pod nosem sarkastycznie. - I myślisz, że tak bym zarobiła więcej pieniędzy niż tam, gdzie pracuję teraz?
- No, ale mogłabyś. Tylko musiałabyś kupić rower, bo nie masz.

No tak. To mi syn ścieżkę kariery wymyślił. Może go powinnam zaprowadzić do swojego szefa, żeby Tomek jemu wyłuszczył, że mama musi zarabiać więcej, żeby kupować mu magazyn świnki Peppy.



skomentuj (1)

tak właśnie jest 2010-04-23 00:54:08



nawet mam podobny:



skomentuj (1)

ładne, łatwe i spokojne gry dla dzieci 2010-03-26 20:05:56

(Ta notka pewnie będzie się rozrastać z czasem)

1. Baranek Shaun i "home sheep home"
Przeprowadzamy 3 owieczki na drugą stronę planszy, co na ogół wymaga współpracy całego stadka. Duży Shirley może przesuwać ciężkie rzeczy, Shaun wysoko i daleko skacze, a malutki Timmy wszędzie się wciśnie. Śliczne, pastelowe kolory, delikatna muzyka i ćwierkanie ptaszków i tylko jeden poziom jest na czas, reszta jest na kombinowanie.
2. Orisinal Games
57 baaardzo prostych gier zręcznościowych, ze zwierzętami, skaczącym na balony kotkiem, chłopcem, który jedzie na rowerze z latawcem... Bardzo łatwe i pogodne.
3. Boohbahzone, czyli samba-jumba (nazwa Tomka)
Dla dzieci lubiących muzykę. Konieczne głośniki, najlepiej z basami i tak dalej. Nawigacja jest banalnie prosta, bo w sumie to nie są gry, w których trzeba wykonać jakieś zadanie, ale układy elementów, którymi się można bawić godzinami. Wystarczy kliknąć cokolwiek, nawet dwuletnie dziecko się połapie szybko, jak używać kolorowych stworków. I nie ma w obrębie strony miejsca, w które można kliknąć i gra się nagle zamknie.
4. Boohbah colouring
Kolorowanki z bohaterami z poprzedniej strony
5. Śpiewające koniki
Na tej stronie jest bardzo dużo gier, dla dzieci w różnym wieku, my lubiliśmy te koniki (do momentu, kiedy Tomek podrósł i stwierdził, że koniki są dla małych dzieci). Cała sztuka polega na klikaniu w koniki - wtedy zaczynają śpiewać albo przestają - dzięki czemu można komponować melodię.
6. Kolorowanki
Tysiące obrazków z różnymi bohaterami dziecięcych bajek, obrazki o różnym stopniu trudności - do wydrukowania i wręczenia smarkaczowi z kompletem kredek, jeśli lubi rysować i ciągle nudzi o nowe kolorowanki. Drukowanie wychodzi taniej, niż kupowanie gotowych książeczek do kolorowania w sklepach.
 



Tagi: gry, zabawy
skomentuj (0)

Smoki i inne potwory 2010-03-22 22:37:28

Maja od urodzenia była dzieckiem bezsmoczkowym. Na pierwsze próby uspokajania kawałkiem plastiku reagowałą oburzonym pluciem, szybko więc zrezygnowałam z pomysłu. A niedawno, w wieku, prawda, dwóch lat i 4 miesięcy, wygrzebała skądś smoczek, który kiedyś dodali mi jako gratis do mleka modyfikowanego, odpakowała i zachwycona zaczęła go ssać. Najpierw chodziła pół dnia trzymając smoczek w buzi, potem zaczęła go co jakiś czas porzucać w przypadkowych miejscach, przypominając sobie po paru minutach i lecąc po niego z kwikiem "smok, smok!", pod wieczór zupełnie zapomniała. Ot, chwilowa zabawka, choć było to dość miłe, że nieco ograniczyła emitowanie przez nią dźwięków ;)

Zaś a propos dużych smoków, to dzisiaj wieczorem postanowiłam poszerzyć horyzonty filmowe syna i zaordynowałam rodzinne oglądanie filmu "Godzilla, Mothra i król Ghidorah atakują". Tomek na początku się wystraszył, krzyknął "Potwór, boję się!" i zacisnął powieki, ale przekonałam go, żeby popatrzył chwilę na potwora i rzeczywiście, Młody szybko zobaczył, że ten "straszny potwór" wygląda jak jego zabawkowy smok i wcale nie jest taki przerażający. I zaczęło mu się bardzo podobać, z zaangażowaniem komentował cały film i wydawał okrzyki w rodzaju: "Ludzie, uciekajcie, Godzilla idzie!". Baragona podsumował słowami: "Ten z rogiem to słaby jest", za każdym upadkiem któregoś z potworów pytał: "Czy on już umarł?" oraz domagał się określenia czy Mothra jest dobra czy zła (Godzillę sam od razu zaklasyfikował jako złą). Ghidorah mu się tak spodobał, że nawet nie pytał o to, czy on jest dobry czy zły, po prostu z fascynacją obserwował. Ogólnie to wyraził się o filmie:
"Ale fajny ten potwór! I do tego śmieszny".

Może będzie chciał też czasem obejrzeć film o tych śmiesznych potworach, byłaby to miła odmiana od ciągłych seansów "Zyzaka Makłina", "Wallego" i Gwiezdnych wojen.



skomentuj (0)

a co było przedtem? 2010-03-16 18:36:03

Odprowadzam Tomka z przedszkola i ponieważ przechodzimy koło szkoły podstawowej, temat schodzi na jego pójście do szkoły we wrześniu. Opowiadam mu więc, że może go będzie dziadek odprowadzał czasem do szkoły, na co on się cieszy i tłumaczy mi, że muszę poinstruować dziadka, jak do jego przyszłej szkoły się idzie. Rozbawiona mówię mu, że dziadek wie, bo mieszkał w tych okolicach z babcią i ze mną, jak byłam dzieckiem. Na co Tomek pyta:
- A gdzie ja wtedy byłem?
- No ciebie nie było
- Aha, czyli byłem u ciebie w brzuszku, tak?
- Yyy, no nie, wtedy jeszcze nie
- To gdzie byłem?
- Nie było cię. W ogóle.
- Jak to? Ale to gdzie byłem???

No i spróbujcie odpowiedzieć na takie pytanie kilkulatka...

Tomek mysli intensywnie i mówi w końcu:
- Ja wiem! Ta zagadka jest łatwa dla mnie! Bo to jak jest ziemia i robi się dziurę i wsadza tam nasionko, to potem się je podlewa i ono rośnie i potem wyrasta kwiatek!
Dość zaskoczona jego trafnym porównaniem mówię:
- No tak, to było tak, jakby była tylko ziemia, a potem we mnie rosło takei nasionko i urosło, stało się kwiatkiem i się urodziłeś.
- Tak, bo ja się wziąłem z nasionka i potem mnie podlewano i stałem się kwiatem, a potem człowiekiem i się urodziłem!
- No w sumie to tak było.

I dalej rozmawialiśmy jeszcze o tym, czy ludzie pamiętają to, jak byli tacy mali oraz czy każdy kiedyś był takim nasionkiem i tak dalej i tak dalej. A potem Tomek zobaczył betoniarkę i spytał jak ludzie tam dosięgają, bo ona taka duża ;)



Tagi: tomek, dialogi
skomentuj (2)

jak zwierzęta 2010-03-06 09:39:30

- A ja umiem narysować fokę!
- O, fajnie, a mamę umiesz narysować?
- Tak, umiem rysować zwierzęta

...

no dzięki synu



Tagi: tomek, dialogi
skomentuj (1)

no tak, zaczęło się 2010-03-06 09:24:29

Tomek rysuje od rana
- Mamo, zobacz, narysowałem siebie i Matyldę!
- Mhm (jeszcze jestem nieco zaspana)
- Bo ja ją kocham
- Jak to? - rozbudzam się nieco - Mówiłeś parę tygodni temu, że kochasz Gabrysię!
- Już nie lubię Gabrysi.

To tak już będzie, prawda?



skomentuj (1)

taki pan 2010-03-02 20:59:40

Syn mój ma zwyczaj na pytanie "co było w przedszkolu?" odpowiadać lakonicznie: "nic". Za to niepytany często wypuszcza nagle z siebie pokłady wiedzy wyniesionej stamtąd. Siedzimy sobie któregoś dnia z mamą i rozmawiamy, dzieci dostały kanapki i jedzą. I nagle Tomek przełknąwszy kawałek bułki z żółtym serem oświadcza pogodnie:
- A pan Szopen to umarł.
Nieco rozweselone obie z mamą potwierdzamy, po czym ja pytam:
- A kim był ten pan Szopen?
- To był... - syn się głęboko zamyśla - to był...eeee.... taki pan!
Myśli dalej chwilę.
- Taki pan, co umarł. A, i grał na fortepianie. I słuchaliśmy jego muzyki i próbowaliśmy grać, ale nam nie wychodziło. A gama zaczyna się od ce. I kończy na ce.
Opowiadamy z mamą dziecku że tak, nie tylko grał, ale i tworzył muzykę, wymyślał melodie i teraz wszyscy je znają...
- I co jeszcze z tym Szopenem? - oytam, myśląc że jeszcze czegoś się dowiem
- No nic, bo umarł! - odpowiada Tomek z lekkim już zniecierpliwieniem.



Tagi: tomek, dialogi
skomentuj (3)

To rodzinne 2010-02-17 00:18:22

Nie znoszę rano wstawać na określoną godzinę. Jak się obudzę sama, nawet o wczesnej porze - to jest dobrze, to wstaję bez problemu. Ale jeżeli sen przerywa mi budzik, to wstanie jest horrorem. Nastawiam 3 budziki, jeden w zegarku postawionym w takiej obległości, żebym musiała się podnieść z łóżka, żeby go wyłączyć; to jest ten, który mnie budzi z głębokiego snu. Potem zapadam znowu w pościel i po pięciu minutach z drzemki mnie wyrywa piszczenie komórki. W zależności od tego w co trafię ręką, przełączam na drzemkę albo wyłączam ten alarm, jeżeli w drzemkę, to powtarzam to po dwóch minutach, jeżeli uśpię całkiem, to i tak po następnych 10 minutach mnie budzi kolejny alarm. I wtedy już wiem że to koniec i wściekła wstaję. Czasem nawet udaje mi się zmobilizować do wstania po tym pierwszym alarmie komórki, ale to rzadkość, drugi alarm jest deadlinem.
I jak już się jakoś ogarnę, umyję, ubiorę, to zaczynam budzić syna do przedszkola. I sytuacja wygląda podobnie, Budzę go, on siada na łóżku, jeżeli odejdę na chwilę, to zaraz znów bezwładnie opada na poduszkę, chowa się w kąt łóżka, naciąga kołdrę na głowę... A jak już zrezygnuje ze spania to i tak proces ubierania się jest żmudny, wolny i przy tym Tomek całym sobą pokazuje, jak bardzo jest niezadowolony z tego, że ktoś go obudził. Lubi chodzić do przedszkola, ale nie lubi być budzony tak samo jak ja.
Zabawnie jest, jak po kilku godzinach jego snu, zanim ja pójdę spać, wysyłam go do łazienki, żeby się wysiusiał, albo sam z siebie czuje taką potrzebę. Właściwie to ma prawie całkiem zamknięte oczy, idzie jak lunatyk, niby wie mniej więcej co robi, ale już żeby... hm, trafił dobrze, to muszę przypilnować, kontaktu z nim w zasadzie nie ma, albo odpowiada coś bez sensu.
I z jednej strony to uciążliwe jest, że w budzenie go rano muszę wkładać tyle wysiłku i tak go popędzać ciągle, bo inaczej proces ubierania się trwałby pół godziny, ale z drugiej to miłe, że on ma tak samo jak ja, rozumiem go, on mnie - oboje jesteśmy rano nieprzytomni, niezadowoleni i mrukliwi. Dopiero na dworze, w czasie 10-minutowego przejścia do przedszkola oboje nieco się ożywiamy i nawet czasem rozmawiamy z sensem.

Tymczasem Maja póki co ma wręcz przeciwnie - rano otwiera oczy i jak sprężynka podrywa się z łóżka i nie daje położyć ponownie. Budzi się i w ułamku sekundy jest wesoła, ożywiona i energiczna. Ciekawa jestem jak będzie dalej, bo Tomek też w jej wieku wstawał tak samo, szybko i z uśmiechem.



Tagi: tomek, maja
skomentuj (1)

Samodzielność i kultura 2010-02-16 19:17:46

Córka moja ma dwa latka. I jej bystrość i samodzielność mnie zadziwia.
Zachciała zjeść jabłko. Jabłka są na wysokości, pozwalającej na dosięgnięcie bez potrzeby brania krzesła przez dziecko, więc wzięła bez szczególnych starań. A następnie:
- położyła jabłko na blacie koło zlewu
- przystawiła sobie stołeczek
- weszła, odkręciła kran, wzięła jabłko i umyła je starannie
- zakręciła wodę, zeszła, przestawiła sobie stołeczek pod ścierkę kuchenną
- wytarła jabłko
- jeszcze raz przestawiła stołeczek i sięgnęła po nóż
(w tym momencie jednakże interweniowałam i sama jej przekroiłam to jabłko na pół)
- podziękowała za wręczenie połówki jabłka, usiadła przy swoim stoliku i spokojnie zaczęła chrupać



Tagi: maja
skomentuj (2)

Żarłok 2010-02-14 16:07:35

Tomek zjadł swoją porcję obiadową.
- Mamo, ja chcę jeszcze!
- Jeszcze?!
- Przecież wiesz, jaki jestem żarłoczny!
- Hm, no tak
- Muszę dużo jeść, żeby być duży i silny!

Tak, ten argument był przekonujący :)



Tagi: tomek, dialogi
skomentuj (1)

O pracy słów kilka 2010-02-10 18:25:09

Tomek ogląda moj identyfikator firmowy i czyta nazwę.
- Tak, tam właśnie mama pracuje.
- A Tomek pracuje w przedszkolu.
- No, Tomek chodzi od przedszkola.
- Tak, pracuje, bo tam mamy komputer i gramy w gry.
- Ale ja nie gram w gry w pracy!
- Bo nie macie komputera?
- Nie, mam w pracy komputer, ale nie gram na nim w gry, robię na nim inne rzeczy.
- Aha. Rozumiem.

Najbardziej mnie ubawiło współczucie w jego głosie, jak pytał czy nie mamy tam komputerów



Tagi: tomek, dialogi
skomentuj (5)

Zadanie bojowe 2010-01-03 21:34:51

Tomek dostał "od Mikołaja" przedszkolnego składaną wyścigówkę. Z miliona elementów zrobionych z jakiejś pianki. Oczywiście zarządał pomocy w składaniu (czyli de facto złożenia). Spojrzałam, jęknęłam w duchu, obejrzałam instrukcję, ponownie jęknęłam, po czym perfidnie powiedziałam: to z dziadkiem złożycie, jak przyjdzie z babcią. Młody się zgodził, dziadkowie przybyli, dzięki wytężonej pracy umysłowej dziadka, wsparciu duchowemu z kanapy wszystkich kobiet (moja mama, Maja i ja) oraz klejowi Kropelka udało się z płaskich elementów wyczarować przestrzenną wyścigówkę. Uff. Dzisiaj, następnego dnia po złożeniu, Tomek tuż przed pójściem spać oświadczył mi, że chce zabrać samochód do przedszkola. Jasne, nie ma sprawy. - Ale mamo... - Tak? - Bo ona jest rozłożona! Arghwrr.
Zrobiłam z poły bluzki woreczek, zebrałam cały ten stuff i zaniosłam do kuchni, gdzie mój Luby odpoczywał właśnie po naprawieniu lampek choinkowych, które Tomek był uprzejmy zepsuć dzień wcześniej.
- Eeee, kochanie?
- Tak?
- Bo tego... bo Tomek rozłożył wyścigówkę, a chce ją jutro zabrać do przedszkola złożoną, a ja nie umiem...
- Złożę, dawaj - Powiedział Luby Tonem Prawdziwego Mężczyzny, Dla Którego Składanie Wyścigówki To Pestka.
Wysypałam mu na stół wszystkie elementy. Popatrzył. Popatrzył uważniej. Wziął do ręki dwa. W jego oczach ukazał się wyraz totalnego osłupienia.
- ALE O CO W TYM CHODZI?! - Jęknął boleśnie
- No.. bo to chyba tutaj...
- Cicho!
I przystąpił do pracy. I natychmiast zaczął mamrotać pod nosem różne wyrazy, które nie brzmiały zbyt przyjaźnie wobec składanych samochodów. Właściwie to były nawet dość niecenzuralne wyrazy. Właściwie to klął pod nosem straszliwie, między zadawaniem sobie pytań w rodzaju "ale co to do cholery jest?!" Ja zaś po pierwszych próbach pomocy torpedowanych jego "cicho, poradzę sobie!", zaczęłam się po prostu okropnie śmiać, z jego min i skupienia.
Jednak w końcu, mimo początkowych pomyłek w rodzaju zamontowania rury wydechowej w kokpicie kierowcy, udalo mu się.
Tomek pisnął radośnie, podziękował grzecznie oraz poszedł wreszcie spać, a my mogliśmy trochę zająć się sobą.



skomentuj (2)

Dzieci dorastają 2009-12-30 14:42:05

W drugi dzień świąt jak zwykle wstaliśmy późno, po czym ponieważ poprzedniego wieczoru pozwoliłam młodzieży iść spać brudnym, wysłałam ich do wany. Napuściłam wody, wsadziłam zabawki, wsadziłam dzieci i wyszłam, planując przyjść za jakieś 10 minut, jak się odmoczą, umyć głowy, uszy i wyjąć i wytrzeć. Nie słyszałam żadnych wrzasków, toteż istotnie przyszłam po owym czasie i zastałam dzieci:
a) umyte
b) z umytymi i spłukanymi głowami
Nadmienić tu trzeba, że za każdym razem, gdy myję Mai głowę drze się ona wniebogłosy. A tu się okazało że Tomek jej umył i nawet nie pisnęła (a ona zdecydowanie się go nie boi, więc to nie terrorem...)
Wyjęłam z wanny, wytarłam, posłałąm do pokoju, a tam Tomek ubrał siebie, ubrał Maję, łącznie z założeniem jej pieluszki. Ta ostatnia czynność była najbardziej skomplikowana i słyszałam wydawane przejętym głosem komendy:
- wyżej nogi!
- pupa, pupcia w górę!
- trzymaj stopy!
Niemniej wszystko mu się udało i gdy weszłam, zastałam kompletnie ubrane i to w pasujących do siebie kolorystycznie ubraniach dzieci. Byłam pod wrażeniem.



skomentuj (2)
Księga Gości
dziewczęta
Agnieszka i dzieci Bliźniaki zaprzyjaźnione
Luca copywriter, blogerka, narcyz
Alquana kociak taki słodki, graficzka na dodatek
Lilarouge jedna z moich idolek
Villi odczuwam spore "pokrewiestwo dusz" ;)
Felinity piękna, mądra, utalentowana ruda Fel
mariposanegra czasami jak Chmielewska opisuje swoje przygody. bardzo lubię, bardzo.
Głupotki Karrot 2 dzieci, pies, kot i mnóstwo książek. mniam :)

to też moje poletka
Królowa vs świat tu piszę NIE o dzieciach. a o wszystkim innym
Foto galeria na Picasie syn i córka, Warszawa, las... nałogowo fotografuję
Foto (głównie) blog na pingerze zdjęcia najciekawsze, najdziwniejsze, najgłupsze, najgorsze... ;>
Moja zupka czyli krótko a treściwie
Rośnie sobie drzewo fotoblog o jednym małym dębie
Blip miniblog oraz miejsce gdzie najczęściej bywam

klikam
To nic nie kosztuje każde kliknięcie się liczy, Twoje też!

słucham
last.fm wszystko co przemieli odtwarzacz w komputerze

oglądam
ZUCH próbuję rysować to o mojej korpo! (nawet jeśli autor o tym nie wie :)
Futomaki o Fotografii przystępnie i po polsku
Kot Stefan z godnością kocią, tak
Tutturutu znalazłam kiedyś na digarcie i wpadło do rss-ów
Kot -dziewczynka te kartony po bananach mnie absolutnie urzekły
Polowania na ciuchy by Fatherfucker
Inspire me, now! fotoblog o designie. zaskakującym designie
Żomiks mistrzowski polski komiks
Zjadamy Reklamy bo reklamy mogą być fajne, ale w TV ich nie trawię
Kreskówki największy znany mi zbiór kreskówek w sieci
endo i belle
Kartonki zakochałam się od pierwszego obrazka
Daily bije się z Żomiksem o pierwsze miejsce na liście moich ulubionych
Dzizas komiks, który mnie powala

czytam
Roody 102 nie tylko o Warszawie, bardzo dobrze pisany blog :)
Harry brat, przyjaciel, dostawca piwa w środku nocy, takie tam ;)
Kali cudne zdjęcia robi :)
Orlinos specyficzne spojrzenie sarkastycznego nosa
Powiedzono po każdej notce zwijam się w kulkę ze śmiechu