Tomek dostał "od Mikołaja" przedszkolnego składaną wyścigówkę. Z miliona elementów zrobionych z jakiejś pianki. Oczywiście zarządał pomocy w składaniu (czyli de facto złożenia). Spojrzałam, jęknęłam w duchu, obejrzałam instrukcję, ponownie jęknęłam, po czym perfidnie powiedziałam: to z dziadkiem złożycie, jak przyjdzie z babcią. Młody się zgodził, dziadkowie przybyli, dzięki wytężonej pracy umysłowej dziadka, wsparciu duchowemu z kanapy wszystkich kobiet (moja mama, Maja i ja) oraz klejowi Kropelka udało się z płaskich elementów wyczarować przestrzenną wyścigówkę. Uff. Dzisiaj, następnego dnia po złożeniu, Tomek tuż przed pójściem spać oświadczył mi, że chce zabrać samochód do przedszkola. Jasne, nie ma sprawy. - Ale mamo... - Tak? - Bo ona jest rozłożona! Arghwrr.
Zrobiłam z poły bluzki woreczek, zebrałam cały ten stuff i zaniosłam do kuchni, gdzie mój Luby odpoczywał właśnie po naprawieniu lampek choinkowych, które Tomek był uprzejmy zepsuć dzień wcześniej.
- Eeee, kochanie?
- Tak?
- Bo tego... bo Tomek rozłożył wyścigówkę, a chce ją jutro zabrać do przedszkola złożoną, a ja nie umiem...
- Złożę, dawaj - Powiedział Luby Tonem Prawdziwego Mężczyzny, Dla Którego Składanie Wyścigówki To Pestka.
Wysypałam mu na stół wszystkie elementy. Popatrzył. Popatrzył uważniej. Wziął do ręki dwa. W jego oczach ukazał się wyraz totalnego osłupienia.
- ALE O CO W TYM CHODZI?! - Jęknął boleśnie
- No.. bo to chyba tutaj...
- Cicho!
I przystąpił do pracy. I natychmiast zaczął mamrotać pod nosem różne wyrazy, które nie brzmiały zbyt przyjaźnie wobec składanych samochodów. Właściwie to były nawet dość niecenzuralne wyrazy. Właściwie to klął pod nosem straszliwie, między zadawaniem sobie pytań w rodzaju "ale co to do cholery jest?!" Ja zaś po pierwszych próbach pomocy torpedowanych jego "cicho, poradzę sobie!", zaczęłam się po prostu okropnie śmiać, z jego min i skupienia.
Jednak w końcu, mimo początkowych pomyłek w rodzaju zamontowania rury wydechowej w kokpicie kierowcy, udalo mu się.
Tomek pisnął radośnie, podziękował grzecznie oraz poszedł wreszcie spać, a my mogliśmy trochę zająć się sobą.
Tagi: tomek, dialogi, prawdziwy mężczyna
W drugi dzień świąt jak zwykle wstaliśmy późno, po czym ponieważ poprzedniego wieczoru pozwoliłam młodzieży iść spać brudnym, wysłałam ich do wany. Napuściłam wody, wsadziłam zabawki, wsadziłam dzieci i wyszłam, planując przyjść za jakieś 10 minut, jak się odmoczą, umyć głowy, uszy i wyjąć i wytrzeć. Nie słyszałam żadnych wrzasków, toteż istotnie przyszłam po owym czasie i zastałam dzieci:
a) umyte
b) z umytymi i spłukanymi głowami
Nadmienić tu trzeba, że za każdym razem, gdy myję Mai głowę drze się ona wniebogłosy. A tu się okazało że Tomek jej umył i nawet nie pisnęła (a ona zdecydowanie się go nie boi, więc to nie terrorem...)
Wyjęłam z wanny, wytarłam, posłałąm do pokoju, a tam Tomek ubrał siebie, ubrał Maję, łącznie z założeniem jej pieluszki. Ta ostatnia czynność była najbardziej skomplikowana i słyszałam wydawane przejętym głosem komendy:
- wyżej nogi!
- pupa, pupcia w górę!
- trzymaj stopy!
Niemniej wszystko mu się udało i gdy weszłam, zastałam kompletnie ubrane i to w pasujących do siebie kolorystycznie ubraniach dzieci. Byłam pod wrażeniem.
Tagi: miłość, tomek, maja
Ja tu się zachwycam Rammsteinem, a moje dzieci zafascynowane wpatrują się w teledyski Lazy Town. Takie jak ten:
Ja nie chcę wiedzieć, po kim one mają taki gust muzyczny ;-)
Tagi: muzyka, tomek, maja
Mam grypę. Maja ma grypę. Tomek ma grypę. Wszyscy mamy grypę, mam i ja. Ale ja w sumie nie o tym.
Taki sielski obrazek poranny, o.
![]() |
Po ostatniej wizycie lubego porozmawiałam z Tomkiem o związkach. Opowiedziałam mu, że jak będzie duży, to też będzie miał dziewczynę i powinien o nią dbać i może też jej zrobi taki piękny pawlacz. Stwierdził, że on już wie, jaką będzie miał dziewczynę - chce, żeby to była Izu (ich opiekunka). Uśmiałam się w duchu i powiedziałam, że Izu jest dużo starsza - policzyliśmy na paluszkach Tomka o ile - ale kto wie, może i będą parą. Jestem ostatnią osobą, która by potępiała związki z dużą różnicą wieku, więc cóż ja go będę zniechęcać. I tak mu się to zmieni milion razy :)
Bardzo lubię te wieczorne rozmowy z synem, kiedy wchodzę do niego na górne łóżko, leżymy razem i spokojnie rozmawiamy. Cieszę się bardzo, że wciąż ja jestem najważniejszym punktem odniesienia i to, co ja powiem wciąż jest dla niego najważniejsze, wierzy mi, przyjmuje światopogląd, jaki ja mu przedstawiam.
Niedawno pożalił się, że chłopaki w przedszkolu mówili mu, że chłopaki nie lubią koloru czerwonego. "A przecież, mamo, każdy może lubić każdy kolor, prawda?" "Prawda, synku" "No właśnie. Każdy może lubić taki kolor, jak lubi". Ech, głupi ci koledzy, ale dobrze, że Tomek pamięta, co ja mu mówię i uznaje to za wiążące. No bo niby czemu chłopiec miałby nie lubić czerwonego?
Tagi: tomek, dialogi
![]() |
Sofa przybyła, została błyskawicznie zasiedlona, przetestowana i oceniona pozytywnie. Obawiam się tylko, że jeżeli się położę na niej spać... to błyskawicznie z jednej strony jedno, z drugiej drugie... i skończy się to tak, że sama się ewakuuję na puste łóżko córki albo syna.
![]() |
Zostałam właśnie ośliniona na twarzy, w moją bluzkę został wytarty glut z nosa, dostałam kuksańca w, excusez moi, cycka, oraz wbito mi kolana w żebra. A ja się jeszcze z tych wszystkich rzeczy cieszyłam, bo oślinienie było serdecznym buziakiem, glut to niechcący, a kuksańce przy moszczeniu się Młodej na mnie.
W małych dzieciach fantastyczna jest ich szczerość i to, że jak wyrażają emocje, to wyrażają je całą swoją osobą, nie myślą jak to wygląda, nie zastanawiają się. Przychodzę po Maję do przedszkola i ona widzi mnie, rzuca wszystko i biegnie do mnie z szerokim uśmiechem na twarzy, całą postawą wyrażając radość. Uderzy się i ryczy wniebogłosy i to jest jedyne, co ją w tym momencie pochłania - wyrażanie własnego bólu i krzywdy. Jest to fantastyczne i żaden dorosły tak nie potrafi.
I jeszcze zdjęcie z cyklu #wzrusz - prawie codziennie widzę takie czułości, ale za każdym razem wywołuje to we mnie wewnętrzną rynnę, chlipnięcie rozczulenia.
Nie wiem doprawdy, dlaczego jak byłam w ciąży, to opowiadano mi jakieś opowieści o tym, jak to się rodzeństwo nie lubi, bije, że starsze jest wściekle zazdrosne o młodsze i może nawet mu zrobić krzywdę albo prosić, żeby to mniejsze oddać do szpitala (???) - kto to wymyśla? Pewnie że oni się czasem pobiją, ale po pierwsze nie tak, żeby sobie zrobić krzywdę, po drugie pięć minut później się przytulą. A jeśli chodzi o oddawanie młodszego rodzeństwa, to na samym początku, jak tylko ktoś znajomy brał Majkę na ręce, to gdy szybko nie oddawał jej mi, Tomek groźnie fuczał, żeby "oddać dzidzię, to NASZA dzidzia!"

Tagi: foto, miłość, tomek, maja, gluty
Przyszła zima, a wraz z nią zaczęli grzać w autobusach, przynajmniej tych, którymi codziennie wożę córkę do przedszkola, a siebie do pracy. W każdym autobusie niskopodłogowym, a tych na szczęście jest sporo jest miejsce dla wózków z dziećmi. Niby dobrze. Jest jednak jedno "ale". Właściwie dwa, ale jedno widać dopiero teraz.
Otóż miejsce, gdzie można postawić wózek z dzieckiem jest naprzeciwko drzwi oraz przy grzejniku z drugiej strony. W autobusach, którymi jeździmy z Młodą to ogrzewanie jest dość mocne. Super. Tylko wózek z dzieckiem stoi tuż koło grzejnika (gorąco), a z drugiej strony są drzwi, które się przecież co chwilę otwierają, wpuszczając za każdym razem podmuch lodowatego powietrza. Jedzie więc sobie takie dziecko i jest z jednej strony mocno ogrzewane, a z drugiej wystawione na te podmuchy zimna.Nie rozepniesz trochę dziecku kurtki - przegrzewa się od grzejnika. Rozepniesz - co chwilę jest owiewane zimnem wpadającym przez otwarte drzwi. Idealne, no idealne warunki do przeziębienia.A przecież dałoby się tak zaprojektować układ siedzeń, żeby miejsce dla wózków nie było w takim idiotycznym miejscu. Tylko ktoś musiałby pomyśleć...
Drugie "ale" dotyczy tego, że nie ma raczej miejsca, gdzie MATKA lub OJCIEC tego dziecka mógłby usiąść tak, żeby jednocześnie trzymać wózek. W tramwajach czasem jest, w autobusach starszego typu, wysokopodłogowych też, ale dla odmiany wtarganie wózka do takiego wysokiego pojazdu jest uciążliwe. A przecież rodzic też może być zmęczony, chory, czuć się słabiej i mógłby chcieć usiąść.
Dlaczego tak jest? Dlaczego nikt nie myśli praktycznie, że bezpośrednie sąsiedztwo grzejnika i drzwi jest mało sensowne?
I jak tu namawiać ludzi do rezygnacji z samochodów i używania komunikacji miejskiej, jak wiąże się to z narażaniem dziecka na zachorowanie?
A właściwie uśmiech za jednego buziaka. Albo odwrotnie.
Uświadomiłam sobie ostatnio jak bardzo naturalne dla moich dzieci jest przytulanie się i całowanie. Ktoś do mnie przychodzi, ja go przytulam - Tomek zupełnie nie reaguje, bo normalne dla niego, że jak ludzie się lubią, to się przytulają. Gdy ktoś z nas nabije sobie guza, jest smutny, albo wręcz przeciwnie - bardzo wesoły - wiele jest okazji, kiedy przytulenie pomaga. Niewiele jest rzeczy tak wspaniałych jak dziecko z całą ufnością przylegające do ciała i obejmujące łapkami. Nic tak nie pomaga na siniaka, jak całus mamy.
Przeważnie jak przytulę jedno, zaraz przylatuje i drugie i kończy się to ciepłą kulką przytulających się, kochających się dużych i małych ludzi.
I może to jest jeden z powodów, dla którego moje dzieci są tak śmiałe, odważne i otwarte.
![]() |
![]() |
Nauczyła się dziewczynka imienia swojego brata. Nie wymawia co prawda idealnie, ale od dwóch tygodni mówi "Tote" i oznacza to Młodego. Tote, Tote! - woła gdy zbliżamy się do jego przedszkola oraz rano, gdy się sama obudzi, a on jeszcze śpi. Bardzo chętnie przy mojej pomocy włazi do niego na górne łóżko i go budzi.
Sama je, korzysta z nocnika i chęć skorzystania też potrafi zasygnalizować słowami, sama się ubiera i rozbiera (szczególnie rozbiera...), myje zęby.
Zmieniają się jej rysy twarzy, stają się bardziej dziecięce, wyraziste. Dostrzegam wreszcie, co wiele osób mi mówiło - że jest podobna do mnie. Oczywiście w zachowaniu cały czas: kupię nowe buty musi przymierzyć, psikam się perfumami, ona też podstawia łapkę, przyszła do nas manikiurzystka i robiła mi paznokcie - Maja pożerała wzrokiem wszystkie czynności i najchętniej by była na moim miejscu.
Wciąż się dość często biją, ale dostrzegam pewne postępy w zachowaniu Mai. Kiedyś po prostu podbierała bratu jedzenie z talerza (oczywiście takie samo jak w jej miseczce, ale z cudzego ogródka lepiej smakuje), teraz zanim capnie jego groszek podkłada mu swój makaronik, co stwarza wrażenie wymiany. Już pal sześć, że Tomasz na nią nie wyrażał ochoty, nie protestuje.
Poza tym Maja od trzech dni rysuje jak szalona, większość czasu spędza zasmarowując kredkami coraz to nowe kartki (potrzebuję kupić ryzę, bo zaczynam mieć dramatyczny niedobór papieru), w przerwach je, śpi, pije, bije brata oraz zajmuje się LALĄ. Lala jest dość paskudna, ale Młoda ją dostała w prezencie od którejś poprzedniej opiekunki i pokochała całym sercem. Maja lalę tuli, ubiera, przykrywa kołderką, wkłada jej kredkę w dłoń i prowadzi jej rękę i lala rysuje, sadza na swoim krzesełku do jedzenia, głaszcze...
W sumie ta moja córka się rozwija książkowo, z wyjątkiem wymiarów, ma świetny apetyt, ale jest malutka, roczne dzieci bywają większe od niej. Co mi oczywiście wcale nie przeszkadza, zdrowa jest.

Tagi: foto, maja
Mam taką koszulkę. Jest to tekst zrozumiały jedynie dla tych, który choć raz w życiu mieli w ręku iPhone'a: tak właśnie wygląda ekran powitalny i trzeba przeciągnąć palcem, żeby się odblokował. Koszulka jest damska, bo wtedy "slide to unlock" wypada na biuście... No, taka frywolna koszulka, choć dowcip zrozumiały tylko dla "wtajemniczonych". No i ostatnio założyłam tę koszulkę, przykucam przed Tomkiem, żeby mu zawiązać buta, a on patrze:
- o, takie jak na ajfonie!
I przeciąga paluszkiem :)
Co zobaczy gdzieś maka (na przykład w Housie, którego zasadniczo nie ogląda ze mną, ale czasami zerka, a ja mu pozwalam) to też woła: o, tu jest takie jabłuszko, jak na Twoim komputerze!
Na iPhone grywa w gierki, na moim Macbooku gra w Garage Band, albo sobie puszcza muzykę, łypie zazdrośnie na iPoda i chce jedną słuchawkę, gdy ja czegoś słucham... Fanboj mały.
Podejrzewam, że pierwszego laptopa (prawdziwego oczywiście, a nie te koszmarki elektroniczne nazwane "laptop dla dzieci") będzie miał wcześniej, niż ja miałam pierwszego w życiu walkmana (to taki archaiczny ajpod ;)
Tagi: tomek, dialogi
Liczy na to, że mu pozwolę cały dzień grać na ajfonie, oczywiście. Ale nie tylko.
Zmywałam dziś rano naczynia, a Tomek się kręcił po kuchni. I w pewnym momencie zaczął liczyć gąbki do zmywania w napoczętym opakowaniu.
- raz, dwa, trzy, cztery. - popatrzył na tę w moim ręku - i pięć.
- brawo, zgadza się!
- a teraz policzę patyczki (pałeczki do jedzenia leżały na szafce)
- raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć. jest sześć pałeczek, policzyłem
- zgadza się... w przedszkolu się nauczyłeś??
- nie
- no to jak?
- no nauczyłem
No nauczył. Ani razu mu nie mówiłam ani ile tych gąbeczek, ani ile pałeczek, wydawało mi się, że ogarnia liczenie do trzech, czterech. A on znienacka się nauczył. Potem przy obiedzie policzył pierogi na każdym talerzu.
Hmm, nie wiem, może to jednak ja i granie w "Super Farmera" zostawiło ślad, tylko nie od razu się to pokazało? (dla niewtajemniczonych - gra polega przede wszystkim na liczeniu, głównie właśnie do sześciu, bo tyle królików można wymienić na owcę).
Tak nie cierpiałam tej gry, ale z nim grywałam i proszę. Albo jednak przedszkole. Albo nie mam pojęcia, ale jestem bardzo dumna. Rozróżnia większość liter, liczy co najmniej do 6, umie napisać swoje imię na komputerze, grywa w Garage Band (i to jak gra!), ogarnia iPhone'a lepiej niż ja... Mądre mam dziecko.
Tagi: miłość, tomek, dialogi
Zeżarłyśmy z córką naleśnika Tomka, wykorzystując niecnie fakt, że Młody poszedł do łazienki. No nie miałyśmy takiego zamiaru, ja chciałam tylko skubnąć kawałek, ona się podczepiła - jakoś szybko poszło. Jak tylko wrócił, przeprosiłam go gorąco. Chwilę się dąsał, potem zajął czymś innym. Znienacka mówi:
- bardzo nieładnie, że zjedliście mi naleśnika!
- no nieładnie, przepraszamy jeszcze raz. wybaczysz nam?
- nie! to wy mi wybaczcie!
- my? yyy, ale co my ci mamy wybaczać?!
- nie wiem. chyba że mi zjedliście naleśnika...
Skomplikowane wyjaśnianie pojęć :-)
Tagi: tomek, dialogi
Tomek się w przedszkolu przewrócił i lekko skaleczył w kolano. Zdarza się. Cały
wieczór mękolił, że chce, żeby mu przykleić plasterek. Ranka w sumie
tego nie wymagała, ale mu przykleiłam. Nie od razu, bo byłam szalenie
zajęta skręcaniem szaf, ale w końcu upragniony plaster dostał. Poszedł
zaraz spać, a rano jak się obudził to zaczął... mękolić, kiedy może
zdjąć.
A ja stwierdziłam, że skoro już mu przykleiłam, to niech chwilę ponosi i
powiedziałam że jeszcze nie. Nudził, nudził, że chce zdjąć, ja
odmawiałam, w końcu Maja chyba zrozumiała, zdenerwowała się, sama
podeszła i mu odkleiła. Myślicie, że się Tomek ucieszył, skoro chciał,
żeby plasterek był już zdjęty?
Źle myślicie. Wielki obrażony ryk "Mamo, Maja mi zdjęła plasterek!!!" i
próba przyklejenia go znowu. A że mu się nie udało, bo ubabrali go
zaraz, to mękolenie, że "nie chce się przykleić, mamoooooo, ja chcę
żeby był przyklejony".
Arrrrghhhhh. Uduszę go zaraz.
Tagi: tomek, maja, kłótnie
![]() |
Pisałam:
bo do pisania nie mam weny ostatnio :-)
Tagi: foto, tomek, maja, spacer
30 stopni. Powietrze gęste. Upał straszliwy. Siedzę z Młodym w piaskownicy i niemrawo prowadzę wykopaliska archeologiczne.
A ten podśpiewuje sobie rozgłośnie:
Mikołaju, Mikołaju
Na ciebie czekamy też
Moc prezentów nam przyniesiesz
O czym marzę dobrze wiesz
oraz coś innego o śniegu.
surrealizm.
Tagi: tomek, dialogi
- a co tu masz napisane?
- geek
- dzik?? ja nie chcę dzika!
Tagi: tomek, dialogi
las jest taki wielki, a ja malutka
ale śmiało ruszę przed siebie

pogrzebię sobie. o, coś tu jest!

zaniosę mamie, pewnie się ucieszy

a potem pogrzebiemy razem z bratem


Tagi: foto, tomek, maja, spacer
- chcę kanapkę
- oki, tylko powieszę pranie
- oki? co to znaczy oki??
- no, to samo co okej
- nieprawda, nie znasz się. trzeba mówić okej. dobrze?
- dobrze
- no! to mów cały dzień okej
Tagi: tomek, dialogi
Spacer. Siedzimy w lesie, Maja śpi w wózku, ja pod drzewem czytam książkę, Tomek lata. W pewnym momencie przykuca i wpatruje się w ziemię.
- o, ślimak
- (pieje) kukuryku!
- ślimak, wstawaj!!
Śmieję się cicho pod nosem.
- mamo, rusza się! obudziłem ślimaka
- o.
Podchodzę, przykucam koło niego, razem obserwujemy ślimaka, który istotnie zaczyna powoli wyłazić ze skorupki.
- jaki on śliczny - wdycha z podziwem syn
- no, to kiedy go zjemy? - dodaje spokojnie
- yyy? a mamy go zjeść?
- no tak, mówiłaś że ślimaki się je
Faktycznie. Mówiłam kiedyś.
- ale to nie takie, to winniczki
- winniczki?
- tak. to nie jest winniczek, to jest jakiś inny ślimak. chciałbyś zjeść ślimaka?
- tak.
- hmm, no zobaczymy - mówię, myśląc intensywnie, gdzie w Warszawie można zjeść ślimaki
Młody wpatrywał się wciąż intensywnie w ślimaka. Obejrzeliśmy jak wyszedł, przeszedł się kawałek dookoła kamienia. A potem Tomek zaczął go dokarmiać. Przynosił mu trawki, listki, posypywał wyimaginowaną solą, pieprzem, dodawał pomidorki...
Kiepsko słychać, ale widać troskę ;-)
A poza kadrem już zapytałam:
- i karmisz go tak, a potem chcesz zjeść?
- tak
No cóż... Moja krew w sumie :-)
Tagi: tomek, dialogi
Idzie Tomasz przez las, wymachuje kijaszkiem
- jestem król!
- a ja królowa - mówię rozbawiona
- nie, ty jesteś Ania
- ale w internecie używam imienia Królowa Nocy
- a po co?
- yyyy - zatkało mnie na chwilę
- no bo Ań jest wiele, a królowa tylko jedna!
- uhm - mruczy Młody nieprzekonany
Tagi: tomek, dialogi
Kiedy to minęło?
Mój syn ma już 5 lat. Jestem zadowolona z tego, jak wygląda. Jest odważny, uczciwy, kulturalny, bardzo troskliwy, rezolutny, lubi muzykę, można z nim ponegocjować, pogadać, poopowiadać. Fajny jest.

Tagi: foto, miłość, tomek
Maja dostała wielką butlę z jogurtem do picia, Tomek kuleczki czekoladowe na mleku, ja przy biurku jem danio, wrzucając jednocześnie obrazki na bloga.
Mija zdecydowanie mniej czasu niż podejrzewałam, Młoda przytuptuje i z szerokim uśmiechem znacząco pokazuje paluchem na mój serek.
- jak to, już sępisz? a Twoje jedzenie?
Patrzę na butlę, a ta zaiste puściutka
- no wypiłaś, faktycznie
Od stołu rozlega się euforyczny okrzyk
- co za szczęście!!
- e? - pytam mało inteligentnie syna
- LUBIĘ, jak ona wszystko wypija! - oznajmia Tomek z przekonaniem
- no, ja też lubię, tak... - oznajmiam, ciut ogłuszona tym szalonym entuzjazmem
Poza tym Tomek aspiruje do roli autorytetu moralnego o małych dzieciach i co jakiś czas wygłasza głebokie przemyślenia i prawdy dotyczące tychże. Na przykład:
- małe dzieci się łaskocze!
No łaskocze. Łaskocze, przytula, mizia, całuje, podnosi, tuli...
Tomek oczywiście nie jest małe dziecko, tylko "duży chłopak", więc na próbę łaskotania się obraża nieco :-)
Tagi: miłość, tomek, maja, dialogi
Młoda ząbkuje. Ma rozpulchnione dziąsła, ślini się, chwilami gorączkuje, pakuje ciągle palce do buzi.
Jedziemy oto tramwajem, upchnięci jakoś na jednym siedzeniu, bo marudzącą Maję wzięłam na kolana, to Tomek oczywiście też musiał usiąść, a więcej wolnych miejsc nie było.
No i oto Młoda wyciąga z paszczy dwa zaślinione okropnie palce, ogląda je z niezadowoleniem, po czym wyciąga rękę i parę razy przeciąga nimi po plecach siedzącego przed nią Tomka, wycierając z tej śliny...
A Tomek odwraca się z uśmiechem i mówi:
- o, mamo, Maja mi robi masaż!
Nie powiedziałam mu... A on chciał się zrewanżować i też jej zrobić masaż :)
Tagi: tomek, maja
Zirytowana niedojadaniem przez syna obiadów zastosowałam szantaż. Zostało mu na dni miseczki dosłownie jakieś 6 łyżek zupy (a i tak mało jej dostał)
Pozwoliłam nie zjadać, ale pół godziny później wyciągnęłam z zamrażalnika lody.
- kto chce lody?
- o, ja chcę, ja chcę, ja chcę!
- a dojesz zupę?
- nie
- no to nie masz miseczki, żeby zjeść w niej lody, do widzenia
- ale....
- zjedz te parę łyżeczek, opróżnij miskę, dostaniesz lody
- no doooobrze.
Bierze miskę. Idzie.
- Maja, chcesz zupy?
Wrr. Czekam z niecierpliwością, aż ona dorośnie na tyle, żeby zacząć się orientować, że jest wykorzystywana i zaprotestować. Z jej charakterem zapowiada się interesująco.
Tagi: tomek, maja, dialogi
Wracam do domu, syn ogląda rzeczy, które przyniosłam.
- a co to?
- szalik. mój
-a to czapka. też twoja?
- też
- a to rekawiczki, też twoje?
- uhm
(wyraźnie zgorszony)
- wszystko twoje??
Potem patrzy na czarne, kwadratowe pudełko o wymiarach ok 10X10 cm
- tam byl czarny laptop!
- nie, nie laptop, nie ma takich małych laptopów
- a co tam bylo?
- kubek
- jaki?
- biały
- a skąd masz?
- dostałam
Syn się uśmiecha przebiegle i podejrzliwie:
- a od kogo?
- od kolegi
- jakiego kolegi?
- Marcina
- aha
Szpieg mały, no.
Tagi: tomek, dialogi